nic się nie da 2010-12-23 22:20:53

Idą święta, bezrobotny jestem. Przydałoby się trochę funduszy na wigilie. Mam talenta porobiłbym trochę ozdób na choinkę. Zainwestował w papier kolorowy, trochę drutu, waty czy z czego tam się ozodby robi, sprzedałbym na targu zarobiłbym 300 zł. Miałbym na jedzenie. Wolność, normalność. Ale gdzie tam, nie da się. Po pierwsze musze zarejestrować się w urzędzie miasta i zusie, wypełnić masę papierów, łazić po okienkach, czekać. W międzyczasie święta się skończą, a ja zostane z 800 zł miesięczny Zusu do zapłacenia i koniecznością odprowadzenia podatku od tych 300 zł co zarobiłem (jeśli zdąrzyłem). Teraz w zasadzie zostaje mi zawiesić moją działalność spędzając kolejne godziny w różnych urzędach. Więc po co się kopać z koniem? Powinienem raczej grzecznie pójść do odpowiednio opłacanego urzędnika i poprosić o zapomogę na święta. Bo rząd wspiera najbiedniejszych.

nic się nie da. nic się nie opłaca. za to niecierpię tego ustroju.

Tagi: biurokracja paranoja święta

skomentuj (0)

Kopa w dupę dla każdego ucznia 2010-09-11 15:53:56

Co jakiś czas różne partie polityczne, nie tylko w Polsce podnoszą wspaniały pomysł pod tytułem "laptop dla każdego ucznia".  Coby zrobić wszystkim dobrze, zwłaszcza tym najbiedniejszym i wykluczonym. W związku z tym postanowiłem sformułować postulat podobnej treści w moim prywatnym programie politycznym - "kop w dupę dla każdego ucznia".

Jest to postulat mniej kosztowny i zdecydowanie bardziej skuteczny - jestem pewien, że przyniesie znacznie lepsze rezultaty, jeśli chodzi o podniesienie poziomu edukacji w Polsce.

Bo czy laptop każdemu dziecku jest naprawdę niezbędny, by mogło ze szkoły wynieść potrzebną mu w życiu wiedzę? Chyba nie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że wszyscy popierający laptopowy pomysł, siłą rzeczy przez etap edukacji przebrnęli bez takiej pomocy dydaktycznej. I żyją.

W czym miałby taki laptop pomóc? W odnalezieniu się w nowoczesnym społeczeństwie? W wyszukiwaniu niezbędnych informacji i pomocy w wewnętrznym rozwoju? Śmiem twierdzić, że w praktyce raczej do ściągania gotowych opracowań i spędzaniu czasu na różnych portalach społecznościowych.

Czy bez takich umiejętności człowiek staje się dziś wykluczonym? W takim razie sugeruje rozpętanie krucjaty na rzecz wykluczenia jak największej ilości dzieci i młodzieży. Gdyby taki jeden z drugim, musieliby samodzielnie pójść do biblioteki, przeczytać jakąś książkę i na jej podstawie napisać jakieś opracowanie, zdobyliby o niebo więcej umiejętności przydatnych w życiu, niż spędzając nawet dziesięciokrotnie więcej czasu socjalizując się przy komputerze. Nauczyć by się mogli np. że aby w życiu coś osiągnąć, potrzebna jest przede wszystkim ciężka praca. Bezcenna lekcja. By była.

Ale nie oszukujmy się, młodzieży nie dać komputerów, to i tak przepiszą co trzeba od znajomych z komputerami. Albo nawet nie przepiszą. Taka jest dzisiejsza szkoła, niczego nie wymaga. Chyba tylko obecności, ale to też w zasadzie da się obejść.

Żeby do czegoś tą, zakładającą przysłowiowe koszy na śmieci przysłowiowym nauczycielom, swołocz zmusić potrzeba jej uświadomić że obecność w szkole to dla nich nie kara, ale szansa na lepszą przyszłość. A do tego potrzeba im uświadomić, że nich tu ich siłą nie trzyma, jak im się nic nie chce, to do widzenia. Mogą iść kopać buraki, albo inne trawniki czesać.

Bo przy dzisiejszym stanie prawnym nic się nie zmieni. Szkoła będzie karą dla uczniów i nauczycieli. Choć coraz bardziej przypominającą skandynawskie więzienia. Oni tam mają laptopy.

Tagi: edukacja, burdel, laptop dla każdego

skomentuj (1)

Dług Publiczny 2010-02-04 17:47:24

CZTERY NOGI: DOBRZE, DWIE NOGI: ZŁE

SIEDEM PRZYKAZAŃ
1. Wszystko, co chodzi na dwóch nogach, jest wrogiem.
2. Wszystko, co chodzi na czterech nogach lub ma skrzydła, jest przyjacielem.
3. Żadne zwierzę nie będzie nosić ubrania.
4. Żadne zwierzę nie będzie spać w łóżku.
5. Żadne zwierzę nie będzie pić alkoholu.
6. Żadne zwierzę nie zabije innego.
7. Wszystkie zwierzęta są równe.

---

SIEDEM PRZYKAZAŃ
1. Wszystko, co chodzi na dwóch nogach, jest wrogiem.
2. Wszystko, co chodzi na czterech nogach lub ma skrzydła, jest przyjacielem.
3. Żadne zwierzę nie będzie nosić ubrania.
4. Żadne zwierzę nie będzie spać w łóżku z prześcieradłami
5. Żadne zwierzę nie będzie pić alkoholu.
6. Żadne zwierzę nie zabije innego.
7. Wszystkie zwierzęta są równe.

---

SIEDEM PRZYKAZAŃ
1. Wszystko, co chodzi na dwóch nogach, jest wrogiem.
2. Wszystko, co chodzi na czterech nogach lub ma skrzydła, jest przyjacielem.
3. Żadne zwierzę nie będzie nosić ubrania.
4. Żadne zwierzę nie będzie spać w łóżku z prześcieradłami
5. Żadne zwierzę nie będzie pić alkoholu bez umiaru.
6. Żadne zwierzę nie zabije innego bez powodu.
7. Wszystkie zwierzęta są równe.

---

SIEDEM PRZYKAZAŃ
1. Wszystko, co chodzi na dwóch nogach, jest wrogiem.
2. Wszystko, co chodzi na czterech nogach lub ma skrzydła, jest przyjacielem.
3. Żadne zwierzę nie będzie nosić ubrania.
4. Żadne zwierzę nie będzie spać w łóżku z prześcieradłami
5. Żadne zwierzę nie będzie pić alkoholu.
6. Żadne zwierzę nie zabije innego bez powodu.
7. Wszystkie zwierzęta są równe.

---

WSZYSTKIE ZWIERZĘTA SĄ RÓWNE, ALE NIEKTÓRE ZWIERZĘTA SĄ RÓWNIEJSZE OD INNYCH.

---

KONSTYTUCJA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

z dnia 2 kwietnia 1997 r.  (Dz. U. z dnia 16 lipca 1997 r.)


Rozdział X  - FINANSE PUBLICZNE

Art. 216.

Punkt 5. Nie wolno zaciągać pożyczek lub udzielać gwarancji i poręczeń finansowych, w następstwie których państwowy dług publiczny przekroczy 3/5 wartości rocznego produktu krajowego brutto. Sposób obliczania wartości rocznego produktu krajowego brutto oraz państwowego długu publicznego określa ustawa.

---

Banalna przepowiednia, jej sprawdzenie się jest tylko kwestią czasu. Już od dawna prowadzone są różne "czary" nad sposobem obliczania wysokości długu publicznego, co jakiś czas pojawiają się nowe pomysły, bo taką zmianę wprowadzić jest zdecydowanie łatwiej. Wystarczy zmiana zwykłej ustawy. Ale jestem pewien, że gdy zwykłe "czary" nie wystarczą i dług publiczny przekroczy 60%, Oni po prostu zmienią konstytucje.

Trudno w dzisiejszych czasach wierzyć w państwo prawa.

Początkowe cytaty oczywiście z 'Folwarku Zwierzęcego' George'a Orwella.

Tagi: orwell, konstytucja, dług publiczny

skomentuj (0)

Grozi nam państwo kościelne? - wizje SLD 2009-11-30 23:45:38

Przypomina o sobie Sojusz Lewicy Demokratycznej - SLD. Tak, tak oni jeszcze żyją! I mają nawet nowe-stare pomysły. Ustami pani senatoressy Joanny Senyszyn SLD walczy o świeckość państwa.

Jest nawet zabawnie - za zabawne uważam zawsze , gdy jakaś głośno wojująca formacja prędzej lub później podnosi hasła sprzeczne z głoszonymi przez siebie od dawna poglądami. I tak jak SLD zawsze głośno potrząsała sztandarami tolerancji, walcząc z dyskryminacjami homoseksualistów, zielonych, czerwonych i kogo tam im do głowy przyszło. Teraz zaś postanawia ograniczać pewnej grupie zawodowej (księży) dostęp do wydarzeń publicznych. Ciekawe jak SLD zareagowałoby na podobny wniosek dotyczący ograniczenia dostępu dla homoseksualistów, pracowników sex-shopów, czy np. byłych funkcjonariuszy PRL? Zgroza! Kto by wtedy szedł w ich paradach i innych pierwszomajowych pochodach? Przez nieustanne krzyki o zamachu na tolerancję, państwo prawa i wszechobecny ciemnogród należałoby stale ściszać telewizor. Bo tolerancja tak, ale dla wybranych..

Kolejny 'ciekawy' pomysł SLD to wprowadzenie podatku od wiary, który wierni mieliby wpłacać na rzecz wybranego przez siebie kościoła. Ładnie maluje się tutaj nawiązanie do totalistycznej historii tego ugrupowania. Taki podatek przecież istnieje od zawsze w o wiele bardziej liberalnej formie - przysłowiowej tacy. Płaci go dobrowolnie, każdy wierny w dowolnej przez siebie ustalonej kwocie (często jest to kwota w wysokości 0 zł). Śmiem przy wątpić, żeby pani Senyszyn czy innym 'wybitnym' przedstawicielom tego ruchu politycznego, chodziło o troskę o finanse kościoła. Raczej chodzi o zniechęcenie wiernych do przyznawania się do swojej religijności. Swoją drogą miło by było, gdyby myśl o tym, że przymus płacenia podatków raczej kieruje ludzi do szarej strefy, niż do hojności w ich płaceniu, została twórczo rozwinięta przez parlamentarne środowisko SLD także w innych tematach - może przyniosłoby to trochę pożytku dla Polski.

Zabawnym elementem jest tu też zestawienie tego pomysłu z krążącym jakiś czas temu projektem likwidacji finansowania partii z budżetu państwa, a zastąpieniem go dobrowolnymi wpłatami na konto wybranej partii (na zasadzie takiej jak działa przekazywanie jednego procenta podatków na wybraną fundację obecnie). Pani senatoressa głośno wtedy protestowała, że przedstawianie w zeznaniu podatkowym preferencji politycznych jest niedopuszczalne, jako że to sprawa bardzo osobista i jej ujawnienie może narazić ludzi na nieprzyjemności. Ujawnienie sprawy o wiele bardziej osobistej jaką jest sprawa wyznawanej religii dla pani Senyszyn problemem nie jest. Dziwne...

SLD walczy oczywiście w słusznej sprawie. O świeckość państwa. To, że państwo koniecznie ma być świeckie to wcale nie jest taki oczywisty problem - zwłaszcza w świetle panującej nam demokracji (no bo skoro większość jest chrześcijańska...). Ale nie ma sensu się nad nim głęboko rozwodzić - bo śmiem podejrzewać, że akurat świeckość państwa to SLD ma głęboko gdzieś. Chodzi tak naprawdę tylko o zdobycie poparcia. Betonowy elektorat SLD wymiera, ekologów, lesbijek i innych mniejszości zbyt wiele w Polsce nie ma - antyklerykałowie to kuszący elektorat do zagospodarowania.

Mnie smuci co innego. Politycy w imię bieżących kalkulacji wyborczych przedstawiają bowiem różne projekty nie zastanawiając nad ich dalszymi konsekwencjami. Zastanowił się ktoś w ogóle dlaczego właściwie kościół w państwie ma jakieś przywileje? Z miłości jaką darzą parlamentarzyści Jezusa Chrystusa?

Wyobraźmy sobie, że pomysły SLD przechodzą - mamy całkowicie państwo, wszyscy są w nim równi wobec prawa. Księża także. Mają takie same prawa i obowiązki jak inni. A... Kościół zmienia swoją postawę. Zwołuje nowy sobór, na nowo interpretuje zapisy Biblii (Biblia to gruba książka, jak dobrze poszukać można w niej znaleźć fragmenty na poparcie prawie każdej tezy) i uznaje, że jedną z jego misji jest dbanie o swojej owieczki także na polu politycznym. I... zakłada własną partię. Z oficjalnym poparciem wszystkich hierarchów. Partię zorganizowaną, partię która ma kilka kół i oddziałów w każdej miejscowości, której spotkania odbywają się codziennie. To siła z jaką nie może się równać chyba żadna inna organizacja. Dziś już na jedno biedne Radio Maryja, czy pojedynczych księży, którzy z ambony sugerują wiernym na kogo należy głosować, trwa wielka nagonka - jako na czynnik wypaczający wynik wyborów.

A co gdyby cały kościół robił to oficjalnie na wielką skalę? W genialnie skonstruowanym systemie jakim jest demokracja, mając odpowiednio dużą większość można przegłosować wszystko. Można nawet sobie nawet uchwalić zmianę sytemu na teokrację. A jak wygląda takie zaangażowanie religii w politykę można sobie zobaczyć w krajach islamu...

Ciekawe co wtedy robiłoby SLD? Walczyłoby z demokratyczną wolą większości i równością wobec prawa? Wszak każdy może sobie założyć partię polityczną...

A jeśli SLD uważa, że taki system jest zły to czemu nie walczy z nim już teraz?


końcówkę trzeba by przerobić trochę się nie trzyma kupy pointa :P

Tagi: religia, tolerancja, kościół, głupota, demokracja, sld

skomentuj (0)

Tarcza antyrakietowa i artykuł piąty 2009-10-26 02:30:46

Tarcza antyrakietowa to temat, który żyje w mediach od paru lat. Miał swoje wzloty i upadki, były chwilę gdy poważnie o sprawie wypowiadały się najznamienitsze dyżurne autorytety, były chwilę gdy sprowadzano to do cepeliady i wójta ślącego listy do prezydenta US&A.

Temat ciekawy, dla mnie zwłaszcza ze względu na jego pseudomiędzynarodowy charakter. Niby problem dotyczy negocjacji na najwyższym szczeblu między poważnymi krajami. Padają wielkie słowa o współpracy i bezpieczeństwie światowym. A tak naprawdę to taka piękna szopka na użytek lokalny.

tarczaGdyby problem był realny, sprawa byłaby rozwiązana już dawno i żadne dziennikarz by nawet o niej nie usłyszał. Wszak bądź co bądź największe światowe mocarstwo, jak chce to potrafi gdzieś bez zbędnego rozgłosu postawić tajne więzienie, czy ukryć informacje o statku obcych. Skoro mówi o czymś głośno to znaczy, że nie koniecznie chce coś zrobić. Wynika z tego jedynie to, że chce o tym mówić.

Taki problem tarczy jest bowiem bardzo fajny. Można wyborcom w kraju pokazać jak to dba się o bezpieczeństwo, chroniąc przed czającym złem. Czające zło to o wiele fajniejszy problem, niż np. deficyt budżetowy, czy inny kryzys finansowy. Zauważyli to politycy nie tylko w USA ale i w innych krajach: Polsce, Czechach, Rosji, Białorusi itp. Jedni chcą tarczy, drudzy są przeciw. Na wschodzie mogą postraszyć, że im tu USA jakieś rakiety pod nosem ustawia co jest ciekawszym problemem, niż to iż nie ma co do garnka włożyć. Piękna idea, bardzo wielu polityków ma co mówić. Aż szkoda żeby ta tarcza przypadkiem nie powstała, bo nie byłoby już nad czym debatować.

Wszystko jest tym zabawniejsze, że sprawa toczy się długo i większość ewentualnych decydentów po wszystkich stronach zdążyła być już w międzyczasie i u władzy i w opozycji. Dokonując przy tym sporych akrobacji by być zarówno za jak i przeciw.

Politycy lubią przy tym uspokajać opinie publiczną w Polsce, że tymczasowym brakiem tak niezbędnej dla naszego i waszego bezpieczeństwa tarczy, nie ma się co martwić bo chroni nas piąty artykuł traktatu Północno Atlantyckiego.

Jako że jest to traktat międzynarodowy podpisany przez Polskę, niemal oczywistością jest że nikt go nie przeczytał. Dziennikarze zwłaszcza, choć ich akurat łatwo zrozumieć. Gdyby znali treści traktatów mogliby przez przypadek zadać jakieś merytorycznie pytanie co mogłoby spowodować jakieś daleko idące reperkusje. Ktoś mógłby np. zacząć myśleć, co jest sytuacją niedopuszczalną.

Jako ciekawostkę, jednak pozwolę sobie zacytować ów piąty artykuł:

Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub kilka z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uważana za napaść przeciwko nim wszystkim; wskutek tego zgadzają się one na to, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, każda z nich, w wykonaniu prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, uznanego przez artykuł 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom tak napadniętym, podejmując natychmiast indywidualnie i w porozumieniu z innymi Stronami taką akcję, jaką uzna za konieczną, nie wyłączając użycia siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego.(...)


Nie wykluczając siły zbrojnej - zakrzyknięcie "hola, hola panie nowy Hitler!" również spełnia zapisy traktatu. Warto pamiętać.

Tagi: polityka, nato, tarcza antyrakietowa, wyimaginowany problem

skomentuj (2)

Fakt, iż jakiś pogląd jest szeroko rozpowszechniony, nie stanowi żadnego dowodu na to, że nie jest on całkowicie absurdalny. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że większość ludzkości jest zwyczajnie głupia, należy oczekiwać z dużym prawdopodobieństwem, iż powszechnie panujące przekonania będą raczej idiotyczne niż rozsądne. ~ Bertrand Russell

Najtrudniej nauczyć się tego, że nawet głupcy mają czasami rację. ~ Winston Churchill